Skip to main content

Nałogowe schematy, które niszczą osobowość uzależnionego hazardzisty. Mechanizm rozproszonego ja.

Ciągła emocjonalna huśtawka, impulsywność i granie mimo składanych obietnic powodują, że udręczony gracz jest na skraju wytrzymałości. Ciągłe pobudzanie, potem „dołek”, „odlatywanie” w fantazje, euforia naprzemiennie z depresją wprowadzają nieprawdopodobny chaos i cierpienie. Uzależnienie powoduje zmiany osobowości. Gracz staje się nieprzewidywalny, naprzemiennie zmienia mniemanie na swój temat. Gdy uważa się za złego człowieka, w poczuciu winy i wstydu pozwala innym naruszać własne granice, a gdy czuje się wielkim, najlepszym, uważa, że nikogo nie potrzebuje. Czym jest mechanizm rozproszonego ja? O tym w poniższym artykule opowiada  Barbara Wojewódzka, certyfikowana specjalistka psychoterapii uzależnień.

Adam grając miał poczucie siły, kontroli, władzy na całym światem. Czuł się kimś wyjątkowym, godnym najwyższego szacunku. Gdy wygrywał był hojny, pożyczał pieniądze, stawiał kolegom drinki. Upajał się ich zachwytem: „ty to masz szczęście”, „urodzony w czepku”, „jesteś wielki”. Grał dalej, bo potrzebował coraz więcej tego podziwu, co prowadziło do przegranych, długów zaciąganych u tych, którzy go chwilę wcześniej podziwiali. Przegrane bardzo bolały, czuł się nikim, upokorzony, słaby… Wracał do domu przerażony, oszołomiony, w poczuciu klęski. Rodzina naciskała na odstawienie hazardu, terapię, ale on nie chciał się poddać, złamać – bo tak widział poproszenie o pomoc czy skorzystanie z niej. Cały czas podtrzymywał iluzję, że wszystko jest pod kontrolą, nikogo nie potrzebuje, bo da radę sam, nie jest tak źle i że hazard jest jedynym wyjściem z coraz trudniejszej sytuacji.

Długi rosły, a on nie widział już innej możliwości rozwiązania tych problemów, jak dalsze granie i ostateczne odegranie się, spłacenie wierzycieli i pokazanie innym, że potrafi poradzić sobie sam. Coraz bardziej izolował się od ludzi, którzy go konfrontowali z realiami, tj. od rodziny, kolegów czy naciskających wierzycieli. Czuł się osamotniony, niezrozumiany, przygnęniony. Pojawiły się myśli samobójcze… Tę wewnętrzną pustkę leczył alkoholem, czasam lekami uspokajającymi, a nie raz jednym i drugim. Kłamstwa, kradzieże, oszustwa niszczyły jego moralność. Nie mógł się pogodzić z tym, że odszedł od swoich wartości. Przecież kiedyś nie był takim złym człowiekiem. Zaczął myśleć o sobie w kategoriach zły-dobry, gdzie poczucie winy i wstyd utwiedzały go w przekonaniu, że jest najgorszym człowiekiem na świecie i nie zasługuje na pomoc, a z drugiej strony pycha i fałszywa duma, gdy wygrywał przekonywały go, że nie ma żadnego problemu i nie potrzebuje pomocy. To wewnętrzne rozdarcie, napięcie oraz silne emocje były coraz trudniejsze do wytrzymania.

Kim jestem, czyli tożsamość hazardzisty

Na to pytanie coraz trudniej jest odpowiedzieć hazardziście. Ciągła emocjonalna huśtawka, trudna do zrozumienia nawet dla niego, impulsywność, granie mimo składanych obietnic sobie, bliskim, Bogu powoduje, że udręczony gracz jest na skraju wytrzymałości. Ciągłe pobudzanie, potem „dołek”, „odlatywanie” w fantazje, euforia naprzemiennie z depresją wprowadzają nieprawdopodobny chaos i cierpienie. Uzależnienie powoduje zmiany osobowości. Gracz staje się nieprzewidywalny, naprzemiennie zmienia mniemanie na swój temat. Gdy uważa się za złego człowieka, w poczuciu winy i wstydu pozwala innym naruszać własne granice, a gdy czuje się wielkim, najlepszym, uważa, że nikogo nie potrzebuje. Hazard uniemożliwia też wykonywanie różnych ról, które wcześniej stabilizowały jego poczucie własnej wartości. Od dawna nie czerpie dumy z bycia ojcem, mężem czy synem, a sprawy zawodowe czy edukację coraz bardziej zaniedbuje. Z czasem zauważa, że nawet najdrobniejsze plany trudno mu zrealizować. Rano cel był prosty i nie wymagał żadnych specjalnych umiejętności, np. miał po pracy wrócić do domu i zjeść z rodziną obiad. Jednak obsesja zagrania okazała się silniejsza, a wszystkie wątpliwości na temat swojego zachowania zagłuszyły przekonania o „szczęśliwym dniu” i czekającej go wygranej. „Kac moralny” na drugi dzień skrajnie zmienia obraz samego siebie. Uważa, że albo nie potrzebuje pomocy, bo musi sobie poradzić sam i udowodnić innym swoją silną wolę, albo jest przekonany, że za to co zrobił, nie zasługuje na pomoc. Terapia wydaje się oznaką słabości, że „jednak nie dałem rady”. Bliscy nieraz wzmacniają te przekonania (m.in. z braku wiedzy, a czasami także z powodu wstydu i podobnych do gracza trudności w zwracaniu się o pomoc), uważając, że problem dotyczny tylko grania i długów, więc wystarczy powiedzieć sobie „nie gram”. Wstyd, poczucie winy, zagrożenia, lęk, złość – te emocje dominują i niestety nie powstrzymują uzależnionej osoby przed dalszą destrukcją, tylko – aby ich nie odczuwać – popychają do grania. Samotność tworzy „czarne scenariusze” i zabiera nadzieję na wyjście z tej pułapki. A stąd już krok do depresji i myśli samobójczych.

Rozbrajanie dumy i kontroli

Znajomość mechanizmów obronnych, charakterystycznych dla uzależnienia, umożliwia zrozumienie, w jaki sposób hazard zmienia myślenie, emocje i obraz siebie samego, a to staje się punktem wyjścia do zmiany. Terapia hazardzisty oznacza poznawanie siebie jako osoby, ze swoimi mocnymi i słabymi stronami. Gracz, który do tej pory funkcjonował między pychą, dumą a depresją, poczuciem bycia nikim, ma przed sobą poznanie siebie w sposób realny. Poczucie bycia kimś wyjątkowym (dobrym albo złym) okazuje się iluzją uniemożliwiającą zdrowienie. Rekonstrukcja systemu wartości, a niekiedy tworzenia go na nowo, jest podstawą trwałej zmiany u uzależnionej osoby. Czynnikiem leczącym jest nawiązanie relacji z terapeutą, kolegami z grupy, obcymi osobami. A do tej pory hazardzista bliskość nawiązywał tylko z maszyną, samotnie, wirtualnie przez internet, co wydawało się łatwiejsze do kontrolowania, aniżeli spotkanie z człowiekiem. Zatracił on też umiejętności bycia z innymi, koncentrując się na swoim graniu, egoistycznie myśląc o sobie (często uciekając w ten sposób przed lękiem), przestał odczuwać wobec innych przywiązanie, wdzięczość, myląc ją z upokorzeniem, bolesną zależnością. Do tej pory nie przyjmował pomocy, a jeśli tak, to dlatego, że inni tego chcieli, więc „nie był im nic dłużny”, nie robił tego dla siebie. Terapia poszerza także jego świadomość konsekwencji nałogowych zachowań, nie tylko w stosunku do innych, ale także wobec siebie. Gdy innych okłamywał, to tak naprawdę oszukiwał I niszczył siebie, swoje wartości, to co stanowiło o jego człowieczeństwie. Zdrowienie to także nauka realnego planowania, wyznaczania możliwych do osiągnięcia celów krótko i długoterminowych. Krok po kroku, cierpliwie uczy się proszenia o pomoc innych, cieszenia się z małych rzeczy, rezygnacji z natychmiastowej nagrody. Porządkowanie swoich prawnych, finansowych spraw i poprawa kontaktów z ludźmi pozwala mu odzyskać szacunek do samego siebie i poczucie wpływu na własne życie.

Autor: Barbara Wojewódzka
Oprac. Dorota Bąk

Barbara Wojewódzka – certyfikowana specjalistka psychoterapii uzależnień, autorka licznych publikacji na temat uzależnień behawioralnych i problemów społecznych, założycielka Pracowni Terapeutycznej Jednia w Gnieźnie, gdzie prowadzi terapię (także online) skierowaną do uzależnionych, ich bliskich oraz tych, którzy wzrastali w dysfunkcyjnych rodzinach.