Patologiczny hazardPrawdziwe historie

Kiedy pieniądze i „życiowa wygrana” przychodzą zbyt szybko… Historia Seweryna

Seweryn pracuje w małym mieście jako nauczyciel wychowania fizycznego w szkole średniej. Jego obecne zajęcie zawodowe to, jak sam mówi, najlepsze, co mogło mu się trafić po wszystkim, co przeszedł. Kilkanaście lat temu miał więcej niż większość mogła sobie wymarzyć. I to wszystko przegrał – dosłownie i w przenośni.

Szybkie pieniądze
– Za łatwo mi te pieniądze przyszły – wyznaje Seweryn. Jego problemy z hazardem zaczęły się niedługo po tym, jak jego firma transportowa okazała się bardzo dochodowym interesem. – 20 lat temu to był łatwy kawałek chleba. U nas dopiero się wszystko zaczynało. Miałem jakieś oszczędności, byłam bardzo młody i nie miałem żadnych perspektyw, więc postanowiłem zaryzykować – opowiada Seweryn.

Jak sam przyznaje, nie chciało mu się uczyć, ale utrzymywał się sam. – Jestem ze zwykłej, prostej rodziny. Mieliśmy wszystko, ale żadnych luksusów, dlatego cieszyłam się, że jako dorosły facet, kiedy firma zaczęła działać, mogłem się mamie odwdzięczyć i wysłać ją na wczasy czy dom wyremontować – mówi Seweryn.

Interesy szły gładko. – Poznałem kilka osób, podpowiedzieli mi, w co inwestować i to wszystko zadziałało. Kasy miałem jak lodu. Dom sobie zbudowałem, w międzyczasie poznałem Kasię i wesele mieliśmy wielkie. Żyło nam się luksusowo. Po kilku latach działania firmy miałem pozatrudnianych fajnych ludzi, wszystko działało jak w zegarku, a rokowania były jeszcze lepsze – opowiada Seweryn.

Jak się okazuje, Seweryn i jego żona nie żałowali sobie rozrywek. Kiedy były pieniądze, pomysły, jak je wydawać mnożyły się. – Wakacje nad morzem czy zagraniczne wycieczki to było dla nas mało. Wokół bogaci znajomi takie cuda wymyślali i nam się to podobało. Popłynęliśmy sobie z żoną i znajomymi w rejs dwutygodniowy, na tym statku było kasyno. Wtedy to był pierwszy raz, jak zagrałem i muszę powiedzieć, że od razu „zażarło” – opowiada mężczyzna.

Na jego nieszczęście, kilka razy udało mu się wygrać. – To dało mi poczucie, że hazard to zabawa, na której się nie traci. Bardzo mnie to kręciło, że można mieć więcej, z taką łatwością i jeszcze bardziej mnie denerwowało, jak przegrywałem. Musiałem się odegrać i koniec – wspomina.

Równia pochyła
Od tamtej pory Seweryn nie unikał wypadów do kasyn do dużych miast z kolegami, obstawiania zakładów sportowych czy grania w karty na pieniądze, gdy przychodzili znajomi. Kasia nie reagowała, bo pieniędzy wciąż jej nie brakowało. Po 4 latach od ślubu urodziła się ich pierwsza córka, po kolejnych dwóch – druga.

– Dziewczyny to były moje księżniczki, wszystko wtedy chciałem im kupić, ale nie wiedziałem jeszcze, że tego najważniejszego – czyli mojego czasu i mojej uwagi – kupić się nie da – mówi Seweryn. Scenariusz ich życia można nazwać „klasycznym”: jego nie było całymi dniami, zajmował się firmą, a potem to odreagowywał, a ona zajmowała się domem i dziećmi, i rosła w niej frustracja.

Między małżonkami zaczęło się psuć. – Kasia zaczęła mieć pretensje, że mnie nie ma i o granie. Wtedy doprowadzało mnie to do furii. Działało to na mnie jak płachta na byka. Po awanturze w domu jeszcze bardziej chciałem uciekać do kasyn, jeszcze więcej tam wydawałem i tak to się wszystko nakręcało – opowiada Seweryn.

Towarzyszył temu alkohol. – Wiadomo, jak to jest. Przy graniu zawsze się pije, a jak chodziłem się wyładować, piłem jeszcze więcej. Później bardzo szybko wszystko się potoczyło. Zaczęły się problemy finansowe i któregoś razu przy wódce kumpel zaproponował, że będzie moim wspólnikiem. Zgodziłem się i od tego momentu firma zaczęła iść na dno – wspomina mężczyzna.

Z dalszych jego opowiadań wynika, że z każdym rokiem było gorzej – Seweryn tak dużo pił i grał, że nie był w stanie ani prowadzić firmy, ani zadbać o dom. – Teraz widzę to tak, że kiedy zacząłem mieć naprawdę dużo pieniędzy, po prostu mi odbiło. Odkleiłem się od rzeczywistości. Niby wiedziałem, co jest ważne, bo bardzo kochałem Kasię i dziewczynki, ale to poczucie, że mogę wszystko, na wszystko mnie stać, że jestem nie do ruszenia, mnie niosło i wypełniało. To było silniejsze i chciałem się w tym pławić. Przez to zapomniałem o normalnym życiu – podsumowuje Seweryn.

Niebawem okazało się, że nowy wspólnik chce uratować firmę i robi wszystko, by oddalić od niej Seweryna. Kasia odeszła, zabrała ze sobą córki. – Nie liczyłem się ani zawodowo, ani w rodzinie, bo rodzice mnie wyklęli za to, co robiłem. Dom musiałem sprzedać, żeby spłacić długi. Wylądowałem na bezrobociu w wynajętej kawalerce – opowiada.

Pomocna dłoń
Seweryna nie stać było na takie granie, jakie znał. Jednak korzystał z automatów i lokalnego punktu zakładów bukmacherskich. – Próbowałem pracować, ale byłem ciągle sam. Kasia ucięła kontakt po rozwodzie, nie widziałem córek długie lata. Nie chciało mi się żyć, to się pocieszałem tymi zakładami, ale czułem, że jestem przegrany. Trochę piłem. Wiele się zmieniło, kiedy na Facebooku odezwała się do mnie moja starsza córka.

Dziewczynka miała wówczas 14 lat. Zdecydowała się na ten krok z własnej inicjatywy, jednak jej mama o tym wiedziała. – Napisała mi: „tatusiu, jak się czujesz” i zapytała, czy spotkamy się w święta. I tak się stało. Moja była żona też się zjawiła i powiedziała mi, że dziewczynki chcą spotkań i że ona się na nie zgodzi pod warunkiem, że przestanę grać i pić. Powiedziała mi, że nie może tak być, że jestem niesłowny. Że dziewczynki mi zaufają, a potem się zawiodą. Wtedy już rozumiałem jej wcześniejsze pretensje i te wymagania. Zgodziłem się, obiecałem, że się poprawię – opowiada Seweryn.

Mężczyzna czuł jednak, że sam sobie nie poradzi. Nie wiedział, jak ma się zabrać do wychodzenia z nałogu. Jednak bardzo pragnął stać się człowiekiem godnym zaufania. – W końcu wpadłem na pomysł, by opowiedzieć o tym wszystkim najbardziej porządnemu człowiekowi, jakiego znam. A znam go od lat dziecięcych. Mariusz jest prawdziwym przyjacielem. Dobrym, otwartym, pomocnym i życiowo ustatkowanym. Uczy angielskiego w szkole. I powiedział mi, że zna psychologa, z którym mógłby mnie umówić, a gdybym chciał mieć lepszą pracę, to jest etat wuefisty w technikum do wzięcia. Ale tu również był warunek: trzeźwość – mówi Seweryn.

Najpierw było kilka spotkań z psychologiem, potem terapia, na którą Seweryn musiał dojeżdżać 40 km do innego miasta, i kwalifikacje – Seweryn musiał zdobyć uprawnienia pedagogiczne. – To wszystko dało mi nowy cel i choć było mi strasznie trudno finansowo i emocjonalnie, to ten cel – widywanie się z córkami i nowa praca – mnie napędzał – wyznaje.

Po czasie okazało się, że Seweryn dobrze sobie radzi z młodzieżą i założył drużynę siatkarską, w której trenuje. – Od zawsze grałem, kiedyś nawet profesjonalnie, ale przez hazard i alkohol straciłem to. Teraz pasja wróciła, ale jeszcze więcej emocjonalnie daje mi zawód trenera i nauczyciela. Nic mi nie daje takiej satysfakcji, radości i takiej energii. Odkąd pracuję w szkole, nigdy mi się nie zdarzyło, żeby mi się nie chciało iść do pracy, albo żebym pomyślał, że to praca dla pieniędzy – mówi Seweryn.

Teraz Seweryn ma dobre relacje z córkami i poprawne relacje z byłą żoną. – Gdybym nie zaczął grać, a potem też pić, miałbym z nimi królewskie życie. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, co jest w życiu ważne. Zarobić pieniądze to nie jest wielka sztuka. Wielka sztuka to ich nie mieć, nie gonić za nimi i być bez nich szczęśliwym człowiekiem.

Fot: Jonathan Rados, Unsplash.com

Zostaw komentarz