Patologiczny hazardPrawdziwe historie

„W zdrowieniu trzeba być egoistą”. Historia Radka, który rzucił hazard

patologiczny hazard historia

Radek ma 30 lat i nie pamięta czasów, gdy nie był uzależniony od hazardu. To nie żart. Choć potrafi dostrzec punkty zwrotne w swej historii choroby, tak naprawdę nie pamięta życia bez dreszczyku emocji, satysfakcji z wygranej i pragnienia, by się odebrać. Te uczucia towarzyszyły mu już wówczas, gdy był dzieckiem. Poznajcie jego historię.

Nuda i hazard bez granic

– Kiedy byłem dzieckiem oszołomiły mnie gry komputerowe. One nie były na pieniądze, ale nagrody zdobywało się łatwo i szybko, a potem równie łatwo można było je stracić. Grali wszyscy we wszystko, bo w tamtych czasach pograć na konsoli czy nawet komputerze to był luksus, nowoczesna rozrywka. Dlatego rodzice nam nie zabraniali – opowiada Radek.

Gry były jego ulubionym zajęciem, a z czasem stały się największą pasją i hobby każdego chłopaka. Sytuację pogarszał fakt, że rodzice nie stawiali swoim dzieciom żadnych granic. – W tamtych czasach nikt nie miał świadomości, że to jakieś ryzyko – komentuje Radek.

Sytuację chłopaka pogarszał fakt, że jego rodzice prowadzili pub, w którym stał automat do gier. – To była osiedlowa spelunka. Dzisiaj tak o tym myślę. Jednak wtedy pub to był pub. Mężczyźni z bloków przychodzili na piwo, bo im się należało po całym dniu roboty, i tyle. Automat cieszył się powodzeniem głównie wśród moich kolegów i innych nastolatków. Mogłem trochę poszpanować, że mam do niego dostęp, ale tak naprawdę zabijałem na nim nudę – mówi mężczyzna.

Jako chłopak po szkole często szedł do rodziców do pubu. Tam czekał aż jedno z rodziców skończy swoją zmianę i dopiero wracał do domu. – Nie chciało mi się tam odrabiać lekcji, grałem na automacie. Tak najszybciej zlatywał mi czas, a drobnych, które walały się po szufladach, nigdy nie brakowało. I tak mijały lata, a nikt nie widział problemu – opowiada Radek.

Po maturze chłopak został w rodzinnym domu, nie miał ambicji, aby iść na studia. Nikt go „nie wyganiał”, nikt go nie motywował. – Wszytko miałem podstawione pod nos, tylko na swoje zachcianki musiałem zarobić, ale to nie było trudne. Życie było nieznośnie łatwe i strasznie nudne.

Ukrywanie nałogu

– W końcu w moim życiu zjawiła się kobieta. Przyjechała do mojego miasta do szkoły pomaturalnej. Nie znała tu nikogo, więc kiedy się związaliśmy, moje środowisko stało się jej środowiskiem. Jakoś przeczuwałem, że granie na automatach i hazard online, który też mnie bardzo wciągał, muszę przed nią ukryć. To nie było trudne – opowiada Radek.

Mężczyzna ukrywał przed narzeczoną, ile zarabia. – Jeździłem na ciężarówkach i to była taka kwota, że wystarczało, żebym opłacił wszystko, utrzymał naszą dwójkę, a jeszcze zostawała połowa. I tę połowę przegrywałem na automatach. Długo tak mogliśmy ciągnąć, bo ona się niczego nie domyślała, a rodzice słowem nie pisnęli i nadal nikt z rodziny czy znajomych nie widział mojego kłopotu. Wszystko się wydało dopiero, jak wzięliśmy kredyt. Narzeczona naciskała, byśmy po ślubie zamieszkali na swoim. Obliczyliśmy więc, ile będzie nam potrzebne na spłatę. W rachunkach wszystko się zgadzało, ale w praktyce nie wiedziała, że to, co ona planuje wydać miesięcznie na mieszkanie, mi było potrzebne na granie. Ale zgodziłem się, bo nie umiałem się przyznać – mówi Radek.

Wtedy pierwszy raz Radek postanowił, że rzuci hazard. Znalazł lokalną grupę Anonimowych Hazardzistów. Poszedł kilka razy i poczuł się lepiej. Potem, gdy znów zdarzyło mu się kilka razy zagrać, znów poszedł na kilka spotkań.

– To była moja pierwsza walka z nałogiem, jednak tak naprawdę to była walka, żeby się nic nie wydało. Kiedy kolejny raz udawało mi się ukryć przed żoną, że chodzę na terapię lub gram, czułem się tak, jakby problemu nie było – tłumaczy.

Taka sytuacja nie mogła się długo utrzymać. Nałóg znów pochłonął Radka. – Pożyczałem pieniądze, żeby na naszym małżeńskim koncie nie było widać tych strat. Moje długi rosły. Potem brałem na siebie coraz więcej pracy, by zarobić dodatkowe pieniądze i je oddać znajomym. To było błędne koło, było coraz gorzej, ciągle nie było mnie w domu, ciągle byłem zajęty tym, żeby oddać kasę, zarobić kasę lub wygrać kasę, albo się odegrać… Aż w końcu w sprawie nieuregulowanego długu zgłosił się mój znajomy. Jednak nie do mnie, a do mojej żony. Opowiedział jej, że gram – opowiada mężczyzna.

Długa droga życia bez gier

Żona Radka bardzo się zmartwiła, nie tylko o ich rodzinną sytuację finansową, ale o to, że nikt do tej pory nie zwrócił jej mężowi uwagi, że ma poważny problem. – To fakt, moi rodzice, moi znajomi nie chcieli tego widzieć, nie chcieli też potem pomóc. Ale żona we mnie uwierzyła i dała mi wybór: jeśli pójdę na terapię, zostanie przy mnie i mi pomoże. Tak się stało. Kilka lat nie grałem, długi spłaciliśmy szybko – opowiada Radek.

– Niby wszystko było dobrze, jednak ja ciągle czułem się okropnie z tym, że rodzice mi nie pomagają w abstynencji i że moja żona zdawała się robić dla mnie wszystko. Była wzorowa, oddana mi, nie popełniała błędów. Czułem, że na nią nie zasługuję i że muszę pracować na jej miłość. Nie byłem szczęśliwy, choć powinienem być, cały czas się bałem, że ją stracę i zostanę zupełnie sam – mówi mężczyzna.

Wtedy nadszedł kryzys. Radek zagrał online, bo nie potrafił znaleźć innej drogi do zapomnienia. Przez swoje kłopoty z hazardem unikał też alkoholu i wszelkich imprez. Sytuacje, w których tracił nad sobą kontrolę często kończyły się wielogodzinnym graniem.

Znów ukrywał swój nałóg i tym razem wstydził się do tego przyznać również na terapii. – To była udręka. Grałem nocami w kasynach internetowych i wtedy czułem się sobą, w dzień przy żonie, w pracy i na terapii odgrywałem role. Moja żona szybko się zorientowała, że coś jest nie tak, bo zacząłem chorować też fizycznie, byłem przemęczony, zniszczony stresem. I wtedy jej się przyznałem. Nie potrafiłem jej okłamać. Nie zniósłbym tego uczucia, że jestem jeszcze gorszym człowiekiem, niż byłem dotąd – opowiada Radek.

Kłopoty finansowe udało im się opanować w ciągu roku, długi nadal są, lecz pod kontrolą. Radek spłaca je samodzielnie. Bardzo pomocni w szukaniu rozwiązań okazali się terapeuci. Żona Radka również skorzystała z pomocy psychologicznej dla rodzin osób uzależnionych.

– Najpierw potrzebowałem terapii co tydzień, zwłaszcza mityngów. Poczucie, że nie jestem sam i że mam przyjaciół dawało mi ogromne wsparcie. To było to, czego zabrakło mi za pierwszym razem, gdy narastał we mnie żal do rodziców, a moja żona zdawała się być osobą bez skazy i przez to niedostępną. Tym razem byliśmy w terapii razem i to było dla mnie bardzo pokrzepiające – wyjaśnia Radek.

Poza tym mityngi AH okazały się źródłem nowych, cennych znajomości. – Spotkałem tam kilka osób, które tak jakby opowiadały moje życie, spotkałem też wielu takich, których po prostu od razu polubiłem. To niezwykłe poznać kogoś, kto od początku cię zna lepiej niż własna matka czy starzy kumple, z którymi spędziłeś dzieciństwo… Teraz jestem trzeźwy prawie 2 lata i odkrywam to, że w kwestii zdrowienia trzeba być egoistą. Nie robić tego dla kogoś, dla żony czy ze strachu, albo żeby coś komuś udowodnić. Trzeba to robić dla siebie. Za pierwszym razem w ogóle tego nie rozumiałem i chyba dlatego mi się nie udało – mówi mężczyzna.

– Strach przed długami, albo przed tym, czy żona cię zostawi, nigdy nie będzie u hazardzisty tak silny jak chęć zagrania. Jeśli człowiek nie zrozumie, że grając, szkodzi przede wszystkim sobie i to stąd się biorą najgorsze problemy, to z terapii i trzeźwości nici. Strach można przykryć, albo zlekceważyć. Żonę można uspokoić kłamstwem, ale własnego sumienia i tego, co samemu myśli się o sobie nie da się uciszyć. W najgorszym momencie miałem objawy depresji. Wtedy gdy posypało się moje zdrowie i grałem w tajemnicy po nocach. Nie mogłem ze sobą wytrzymać, sam o sobie myślałem, że jestem najgorszym człowiekiem, najbardziej zepsutym. Że nic dziwnego że rodzice i znajomi się ode mnie odsunęli. To chyba najmroczniejsza strona nałogowego grania. Znam wielu, co w takich sytuacjach sięgali po kieliszek i nakręcała się spirala kolejnego nałogu. Na szczęście mi się to nie zdarzyło, jednak mało brakowało. Teraz wiem, że wstyd za siebie jest jedną z najgorszych rzeczy, jakie przeżywa człowiek uzależniony, ale nigdy nie jest za późno, żeby zawrócić – podsumowuje Radek.

Fot. Carl Raw, Unsplash.com

Leave a Response