Patologiczny hazardPrawdziwe historie

„Wstyd nakręcał spiralę nałogu”. Historia uzależnienia od hazardu na emeryturze

Tata Alicji, Włodzimierz, ma 68 lat. Odkąd był na emeryturze i borykał się z chorobą, cierpiał na nadmiar wolnego czasu. Pozorna wolność, nuda oraz tęsknota za zmarłą żoną spowodowały, że poczuł ulgę, dopiero gdy zajął myśli SMS-owymi loteriami. To doprowadziło jego rodzinę do poważnego długu.

Żałoba, choroba, emerytura, hazard
Mama Alicja i żona Włodzimierza zmarła 7 lat temu na nowotwór piersi. Zmarła nagle, co dla jej bliskich było ogromnym ciosem. Rodzice Alicji byli ze sobą ponad 40 lat. – Mój tata źle to zniósł. Zawsze był zamknięty w sobie, ale po śmierci mamy niemal zupełnie przestał się odzywać. Udawał, że jest dobrze, mówił tylko to, co trzeba, czyli prowadził takie codzienne rozmowy na przyziemne tematy. Co mu trzeba kupić, co ma w planach, itd. Mówił, ale nie rozmawiał – tłumaczy Alicja.

Dzieci Włodzimierza – Alicja i jej brat Adam – starali się wypełniać tacie czas swoją obecnością i różnymi inicjatywami. – Zabieraliśmy tatę na działkę. Ja przychodziłam z dziećmi i spędzałam u niego w domu czas jakbym była u siebie. Gotowałam, dzieci miały swoje zabawki u dziadków. Tata wydawał się wtedy pogodniejszy, jednak widziałam, że cierpi. My byliśmy plastrem na ranę, nie byliśmy w stanie zrobić nic więcej – opowiada kobieta.

Przez kolejne lata rodzina funkcjonowała zwyczajnie. Przełomem okazała się emerytura. – Tata nie odszedłby na emeryturę, gdyby nie choroba. Pracował w elektrowni. Zaczął chorować na serce i lekarze zdecydowanie odradzili aktywność zawodową. Oczywiście o tym, że choruje, dowiedziałam się, gdy już było nieomal za późno. Tata wylądował w szpitalu, o czym poinformowała mnie jego sąsiadka. On sam nie chciał zawracać mi głowy.

Życie Włodzimierza zmieniło się diametralnie. Nagle stracił codzienne główne zajęcie, kontakt z ludźmi i zdrowie. – Tata trochę nam pomagał na działce, bo lekarze powiedzieli, że nieduży wysiłek na świeżym powietrzu, na łonie natury, będzie dla niego dobrym wyborem. Jednak ojciec był coraz bardziej samotny i odcięty, jakby z własnej woli – opowiada Alicja.

Samotność
O tym, że starsi ludzie, zwłaszcza w momencie, w którym przechodzą na emeryturę, są zagrożeni depresją, Alicja usłyszała od koleżanki. – Objawy częściowo się zgadzały. Nie chciałam wszystkiego tłumaczyć charakterem taty. Ale on mnie zbywał coraz częściej. Przestał przyjmować ode mnie pieniądze, robił się nerwowy, kiedy go dopytywałam, co go gryzie. Wszystko to wydawało mi się spójnym obrazem choroby – mówi Alicja.

Wizyta u psychiatry czy u psychologa w ogóle nie wchodziła w grę. Dzieci Włodzimierza zaobserwowały, że mężczyzna chodzi coraz mniej zadbany, często śpi w dzień, jest zmęczony, a jego plan dnia był rozbity, pozbawiony sensownej rutyny. – Poszliśmy w końcu z Adamem do taty i postawiliśmy sprawę jasno. Powiedzieliśmy, że się martwimy i że rozumiemy jego zły stan. Doradziłam spotkania z dawnymi znajomymi lub w klubie seniora. Wtedy udało nam się z tatą trochę porozmawiać. Mówił, że nie może się odnaleźć, nie wie, co ma robić. Wydawało nam się, że to sukces, że tato się otworzył. Niestety były to pozory.

Włodzimierz podjął nowe aktywności, nieco poprawił swój sposób funkcjonowania, co uśpiło czujność jego dzieci. Wydawało im się, że mężczyzna jest na dobrej drodze do powrotu do „normalności”. Jednak to, co zmienił w swoim życiu Włodzimierz, nie pomogło mu w walce z istotą problemu.

Tęsknota za adrenaliną i ucieczka w hazard
– Tata był zawsze człowiekiem młodym duchem. Niestety w tym sensie, że nie był też do końca pogodzony z upływem czasu. Nie potrafił się odnaleźć w roli osoby niepracującej i chorej, nie tylko z tego powodu, że to po prostu trudne okoliczności. Okazało się, że tacie brakowało czegoś, co by zatuszowało poczucie, że jego życie się kończy. Uciekł więc w hazard.

Problem Włodzimierza wyszedł na jaw, gdy Adam odebrał za ojca list polecony. Był to list z banku. – Wiedzieliśmy o wszystkich zobowiązaniach taty i nawet pilnowaliśmy, by ojciec nie przegapił spłaty jakichś rat. Baliśmy się, że coś zaniedba po śmierci mamy – z roztargnienia czy zapomnienia. Otwieraliśmy jego listy z banku rutynowo. Wtedy okazało się, że tata ma dług na 10 tys., którego nie spłaca – opowiada Alicja.

– Rozmawialiśmy z tatą, ale on jak zwykle się wykręcał, że to nic takiego, ale nie chciał powiedzieć, na co były mu potrzebne pieniądze. Przecież cały czas zapewnialiśmy go, że jeśli będzie mu na coś brakowało, pomożemy. Mój brat ma niską tolerancję na wykręty taty i tym razem nie potraktował go łagodnie. Po prostu tego milczenia i niedomówień było za dużo. Wtedy tata się przyznał, że ten kredyt był mu potrzebny, żeby spłacić kilka innych, które wziął w „chwilówkach”!

Loterie na pocieszenie
Włodzimierz przyznał się, że ma długi za kilka rachunków telefonicznych, które „wykręcił” biorąc udział w loteriach SMS-owych. – Przez cały ten czas, niemal od śmierci mamy, tata szukał rozrywki. Rachunki spłacał kredytami, potem nie płacił rat, a grał nadal i tak nabawił się ogromnych zaległości finansowych. Zaczął też obstawiać zakłady sportowe. To z kolei pokazali mu koledzy z klubu seniora, do którego sama go wysłałam… – opowiada Alicja.

Jedyne, co przyszło do głowy Adamowi i Alicji to zabranie ojcu telefonu. – Na drugi dzień zadzwoniłam do koleżanki, która jest psychologiem i ona poleciła mi, żeby ojca zmotywować do podjęcia psychoterapii. Opisała, jak powinniśmy porozmawiać z tatą i zabroniła spłacać jego długi. On się czuł tak bardzo winny, że to, że nam o tym powiedział, to był cud, a terapia była jedynym wyjściem.

Interwencja na szczęście się udała – Włodzimierz poszedł na wizytę do psychologa. Jego nałóg na szczęście nie okazał się silny. – Granie było kolejnym plastrem na ranę, ale w gruncie rzeczy chodziło o to, że tata nie potrafił poradzić sobie ze wszystkim naraz. Z czasem czuł się beznadziejnym człowiekiem, który nie ma celu w życiu i nic dobrego go już nie czeka. Nie potrafił sobie poradzić inaczej, a wiedział, że nikt z nas nie jest zamożny. Wstyd nakręcał spiralę nałogu – tłumaczy kobieta.

Najtrudniejsze dla Włodzimierza okazało się wybaczenie sobie. Potem nastąpił czas, w którym zaczął tak na prawdę dopiero przeżywać żałobę po żonie. – Wcześniej tata jakby prześlizgiwał się, żeby nic nie czuć. Teraz chodzi do terapeutki, a żeby nie myśleć o graniu, kupiliśmy mu działkę, by miał konkretne zadania do wykonania – mówi Alicja.

Włodzimierz sam spłaca swoje długi. – Musi być oszczędny, ale pieniądze to nie problem. Największe wyzwanie to pokonywanie emocjonalnych barier, by nie uciekać, tylko mierzyć się z rzeczywistością. Tata od razu odzyskał swój telefon, nie obywa się bez wpadek, ale widzę po nim dużą zmianę i czuję, że znów mam z nim kontakt – dodaje Alicja.

Zostaw komentarz