Dla rodzinSeksoholizmZdaniem ekspertów

Czy związek z seksoholikiem da się uratować? Rozmowa z Andrzejem Gryżewskim.

terapia par a seksoholizm

Na czym polega terapia pary, którą trawi seksoholizm jednego z partnerów? Czy da się taki związek odbudować? Co po zdradzie sprawia parom najwięcej problemu? O tym, jak związki radzą sobie, gdy seksoholizm „wyjdzie na jaw” opowiada Andrzej Gryżewski, seksuolog i psychoterapeuta z gabinetu CBTseksuolog.

Redakcja: W jaki sposób pary, w których jedno z partnerów jest uzależnione od seksu, trafiają na terapię?
Andrzej Gryżewski: Na 100 proc. seksoholików, 80 proc. to mężczyźni. Często zdarza się, że kiedy to mężczyzna jest uzależniony od seksu, kobieta wpada we współuzależnienie i przyprowadza partnera do mojego gabinetu jako tego „winnego”. Jednak „daje się zaciągnąć” do seksuologa tylko taki uzależniony, który ma świadomość problemu, a najczęściej już ma część terapii indywidualnej za sobą. Dlatego w takich okolicznościach skupiam się na tym, by w terapii przyjrzeć się funkcjonowaniu kobiety z nałogowcem. Współuzależnienie wymaga leczenia ze względu na dobro obu stron, jednak wówczas lepiej jest, jeśli oboje zostają w terapiach indywidualnych.

Do klasycznej terapii par, czyli kiedy oboje siadają naprzeciwko mnie, dochodzi często, gdy para ma za sobą terapie indywidualne i nadal nie jest dobrze, bo kiedy tylko zaczynają się kochać, wracają wzajemne pretensje czy napięcia. Często w głowach osób, które zostały zdradzone, zostają obrazy, wyobrażenia, a to rodzi blokadę, przez którą nie ma mowy o bliskości. Kiedy para uporała się z uzależnieniem i współuzależnieniem, pracujemy nad komunikacją, poczuciem bezpieczeństwa i nad tym, by seks był zdrowy i fajny. Kobiety zdradzone cierpią nierzadko na suchość pochwy, ból podczas stosunku i brak orgazmu, zaś mężczyźni uzależnieni od seksu najczęściej miewają zaburzenia erekcji, gdy chcą kochać się z partnerką „na trzeźwo”. Podczas aktywnego korzystania z seksoholizmu, największym problemem jest brak współżycia z kobietą.

To chyba bardzo długa droga do przejścia w terapii?
A.G.: Tak, jednak może nie być tak długa, jak się niektórym wydaje. W naszym społeczeństwie pokutuje mit, że zdrada niszczy wszystko. Ona rzeczywiście jest druzgocąca, ale proszę mi wierzyć, to zaufanie da się skutecznie odbudować. 40 proc. par, w których jedno z partnerów zdradziło, podejmuje próbę ratowania związku.

Skutecznie?
A.G.: Różnie to bywa. Szacuję, że ta grupa zmniejsza się z 40 proc. do kilkunastu proc. Z doświadczenia z gabinetu widzę, że ok. 15 proc. par po zdradzie wychodzi z kryzysu obronną ręką.

A co zresztą?
A.G.: Też różnie. Często osoby z takich związków stwierdzają, że np. łączył ich tylko styl życia, więc nie ma sensu jednak walczyć, lub po kilku spotkaniach okazuje się, że związek wcale nie miał silnych fundamentów.

Czy potrafiłby pan oszacować, jak długo może potrwać ratowanie związku na terapii od momentu, w którym dowiadujemy się, że nasz partner jest seksoholikiem?
A.G.: To bardzo trudne pytanie. Długość terapii zależy od wielu czynników: jakie są motywy emocjonalne seksoholika, jak głębokie jest współuzależnienie partnera, czy seksoholik ma wokół siebie dużo wyzwalaczy. To wszystko bardzo wiele zmienia.

A czy wyzwalaczy nie należy w terapii po prostu bezwzględnie unikać?
A.G.: Należy, jednak nie zawsze jest to takie proste, jak mogłoby się wydawać. Podam przykład. Mam klienta, który jest asystentem zarządu dużej firmy. Do jego obowiązków należy m.in. bycie kierowcą tych mężczyzn z zarządu. Oprócz żon, oni mają kochanki i lubią jeździć „na dziewczyny”. Mój klient o tym wie i nie sprzeciwia się temu – ostatecznie to nie ma na szefów wpływu. Jednak na jego wyobraźnię to działa, czuje się zagrożony, więc pozostanie w terapii dla bezpieczeństwa.

Nie mógłby zmienić pracy?
A.G.: Mógłby, jednak tu bardzo dobrze zarabia. Jego żona jest w ciąży, nie pracuje. W innych firmach dostałby dwa razy mniej – tak sądzi. Życiowe argumenty do mnie trafiają.

Co najtrudniej jest odbudować po zdradzie oraz wtedy, gdy seksoholizm jednego z partnerów „wychodzi na jaw”?
A.G.: Z pewnością zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Ta druga osoba, nie ta uzależniona, żyje na tykającej bombie zegarowej. Dobrze jest, dopóki nie zadzieje się coś niepokojącego – strata pracy, choroba, kłopoty finansowe. W tych obawach jest sporo racji, bo uzależnieni tak właśnie funkcjonują – ryzyko wpadki pojawia się wtedy, gdy życie rzuca kłody pod nogi. Jednak wiele kłopotów z odbudowaniem zaufania bywa skutkiem współuzależnienia partnerek seksoholików.

Jakie są objawy takiego współuzależnienia?
A.G.: Podam kilka przykładów. Para jest np. w kinie i na ekranie pojawia się scena erotyczna. Kobieta natychmiast staje się napięta i nie chce, by jej partner patrzył na sceny seksu. Nie przyjmuje do wiadomości, że to nie pornografia. Że taka scena nie musi być „wyzwalaczem” nałogu. Inny przykład: podczas zakupów czy spacerów po mieście parę mijają inne kobiety, nierzadko atrakcyjne. Wtedy współuzależniona partnerka seksoholika zaczyna się stresować i po pewnym czasie wybucha. Ma pretensje, bo wydaje jej się, że jej partner skanuje wzrokiem inne kobiety i że seksualizuje je w swoich myślach. Wówczas wyjaśnienia, że tak wcale nie jest, nic nie dają. Nic nie może wyciszyć zaślepiającej zazdrości. Kolejny objaw to szperanie w telefonie partnera – czytanie korespondencji, sprawdzanie kont na portalach społecznościowych „od środka”, sprawdzanie historii przeglądarki. Współuzależnione kobiety często też wąchają garderobę uzależnionego partnera – czy na bieliźnie nie ma śladów jego spermy czy jakichś „obcych” zapachów, kobiecych perfum i włosów. Mam klientkę, która jest święcie przekonana, że kiedy jej uzależniony od seksu mąż idzie do pracy, używa perfum raz, a kiedy idzie ją zdradzić, kilka razy.

To nieprawda?
A.G.: Nie, to pokłosie współuzależnienia. Ten mężczyzna uzależniony jest od płatnego seksu, jest mu obojętnie, co pomyślą o nim dziewczyny, które „kupuje”. W jego przekonaniu nie musi się dodatkowo starać – wystarczy, że im płaci.

Objawy, które pan wymienił, przypominają nieco manię prześladowczą, chorobliwą zazdrość.
A.G.: Są to objawy chronicznego braku zaufania i nadmiernej potrzeby kontrolowania sytuacji. Zwłaszcza potrzeba kontroli to jeden z filarów współuzależnienia.

Jednak takie metody kontrolowania partnerów niejedną kobietę wyprowadziły z błędu – z przekonania, że ich partner jest wierny…
A.G.: Tak, jednak w terapii to zaufanie i próby poskromienia współuzależnienia mają kluczową rolę. Takie zachowania napędzają uzależnionego, pogłębiają mechanizmy, które rządzą taką parą. Żeby wyjść z matni, z błędnego koła trzeba zrobić krok w przód. Tonizowanie współuzależnienia to bardzo duży obszar pracy w terapii par.

Co się jeszcze musi stać, by związek z problemem seksoholizmu miał szansę wyzdrowieć i przetrwać?
A.G.: Dużym problemem jest odróżnienie seksoholika od łajdaka. Wiele kobiet, bez względu na to, czy są współuzależnione, czy nie, odczytuje seksoholizm jako przejaw rozwiązłości, bycia złym człowiekiem bez kręgosłupa moralnego. Na pierwszy rzut oka faktycznie tak to można ocenić. Jednak łajdak nigdy nie trafi do seksuologa. Łajdak jest lekkoduchem. On nie ma problemu emocjonalnego, który będzie miał potrzebę rozwiązać. Osobiście jako seksuolog dawno nie spotkałem łajdaka. Spotykam za to bardzo wielu mężczyzn, którzy seksem regulują swoje emocje, załatwiają sobie wysoką samoocenę i nawet jeśli na początku wydaje im się, że wygrywają – ich ego puchnie i mają to, co chcieli – to z czasem wiele na tym tracą.

Jak rozpoznać seksoholika, a jak łajdaka?
A.G.: Łajdak nie cierpi, nie ma wyrzutów sumienia, mówi partnerce, że lubi poligamię. Ale seksoholik uprawia seks kompulsywnie, pod wpływem przymusu bardziej niż wyboru. Osoby uzależnione od seksu masturbują się na myśl o tym, że zdradzają, potrzebują coraz częstszych i coraz mocniejszych wrażeń. Miewają huśtawki emocjonalne, bo od seksu zależy, jak się czują sami ze sobą. Seksoholicy mają też swoje rytuały, w ich seksie jest mało spontaniczności. Muszą postępować według znanych mechanizmów, bo wówczas wiedzą, jak dojść do celu – pożądanej satysfakcji. To naprawdę jest poważny problem. Do mnie przychodzą osoby, które bardzo cierpią, i ich rodziny też cierpią. Nie do końca można to porównać do doświadczeń w związku, w którym była zdrada, ale nie było uzależnienia.

Mimo to z tych 15 proc. które zostają w terapii, myślę, że ok. 80 proc. wychodzi całkowicie na prostą. Naprawdę da się stworzyć udany i głęboki związek po tak trudnej chorobie, jaką jest seksoholizm.

Dziękuję za rozmowę.

 

Andrzej Gryżewski – seksuolog i psychoterapeuta gabinetu CBTseksuolog. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej. Współautor m.in. książki “Sztuka obsługi penisa”.

Zostaw komentarz