Poradnik rodzicaSiecioholizmZdaniem ekspertów

Jak wychować dziecko w dobie ekranów? „Największe wyzwanie rodzicielskie naszych czasów” cz. 2

Nadużywanie nowych technologii to plaga współczesności. Na konsekwencje tego zjawiska najbardziej narażone są dzieci oraz młodzież. Jak wynika z badania „Młodzi cyfrowi” Fundacji „Dbam o mój zasięg”, co piąty uczeń nałogowo korzysta ze smartfonu. Co mogą zrobić rodzice? Jakie są skutki wczesnego kontaktu z mediami społecznościowymi? Odpowiada dr Maciej Dębski.

Redakcja: Poza rozmową, świadomością i wprowadzeniem zasad korzystania z internetu i nowych technologii – co jeszcze jako rodzice możemy zrobić?

Maciej Dębski: Najważniejsze jest, by dziecko, które wchodzi w świat internetu, gier i bajek, nie dostawało tylko tego. By świat cyfrowy nie był jedyną atrakcją. Warto, by dziecko miało jak najwięcej analogowych zajęć, które będą go pochłaniać, nawet jeśli smartfon będzie w zasięgu ręki. Niebawem dam mojemu 7-letniemu synowi telefon, ale bez internetu. Pozwolę mu na nim trochę pograć, ale głównie pokażę mu, że telefon służy do komunikacji z rodzicami. Mam nadzieję wykształcić w nim pierwotne zdrowe przekonanie o tym, do czego smartfon służy, zanim zrobią to koledzy. Poza tym jednak – co najważniejsze – chcę zrobić wszystko, by mój syn miał cały świat pozacyfrowy. Żeby miał gdzie „uderzyć”, jak zacznie się nudzić.

Oczywiście będą sytuacje, w których w ramach nudy mój syn pójdzie do kolegi i tam będą dwie godziny „naparzać” na konsoli. W porządku, zgadzam się na to, bo wiem, że dzięki całej profilaktyce, o której mówimy, nawet jeśli mój syn będzie przez fascynację grą nieco rozregulowany, to szybko wskoczy na swoje tory. Bo pójdzie na trening, bo wyjdziemy na spacer, bo ktoś go odwiedzi i pobawi się z dziećmi klockami. W tym wszystkim nie chodzi o to, czy dziecko jest gotowe na swój pierwszy smartfon, lecz o to, czy my jesteśmy gotowi mu go dać.

Na czym polega „gotowość rodzica”? Poza świadomością zagrożenia.

Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jesteśmy gotowi być trochę żandarmem? Czy jesteśmy gotowi konsekwentnie egzekwować wprowadzone zasady? Czy jesteśmy w stanie poświęcić dziecku więcej czasu i uwagi? Czy mamy wystarczająco dużo wiedzy, by porozmawiać z nim o ochronie prywatności i czy jesteśmy dostatecznie otwarci, by pograć z dzieckiem w jego ulubioną grę, poznać ją i spróbować zrozumieć tę fascynację?

Rzeczywiście, niełatwe.

Ale konieczne, jeśli naprawdę chcemy dziecko ochronić. Można to porównać do wychowania religijnego – niektórzy rodzice myślą w kategoriach: „doprowadzę cię do komunii, potem bierzmowanie i wystarczy”. I im droższe będzie przyjęcie i prezenty, tym jest to większy dowód miłości w oczach rodzica. Taka postawa nie kształtuje duchowości młodego człowieka, podobnie jak rodzicielskie nakazy i zakazy w kontekście używania telefonów nie są profilaktyką uzależnienia od nowych technologii i internetu. Taki rodzic myśli: „kocham cię, więc masz tu 5 GB internetu. O, dostałeś 6 w szkole, to masz 10”… A potem się okazuje, że dziecko wrzeszczy, jak mu się zabiera telefon, albo zamiast jeść wspólny posiłek, to zabiera talerz i je przed monitorem…

Jedną z konsekwencji nadużywania nowych technologii jest syndrom FOMO. Skąd się bierze ta silna potrzeba, by wiedzieć co u innych? Nie jest to zjawisko, które dotyczy tylko dzieci – dorośli dobrze je znają.

Syndrom FOMO to konsekwencja – po pierwsze – zmiany formuły komunikowania się. W milczeniu i samotności czekamy na odpowiedź. Kiedy ją dostajemy, słyszymy przyjemny dźwięk, a odpowiedź jest zagadką, której jesteśmy ciekawi. Wiadomości, komunikaty, powiadomienia przychodzą do nas bardzo często, przywykliśmy do nich. Kiedy ktoś nam nie odpisuje, jest to dla nas sytuacja niepokojąca, bo do czegoś innego jesteśmy przyzwyczajeni. Zatem czekamy w napięciu i jesteśmy w ciągłej gotowości do interakcji. Nie żyjemy tu i teraz, jesteśmy zawieszeni między światem cyfrowym a rzeczywistością.

Faktem jest, że media społecznościowe tak w ogóle tworzą świat ulotny, chwilowy – jak nie zareagujesz teraz, tylko później, to będzie już passe. I to również sprawia, że chcemy być na bieżąco. Jednak nie było problemu z FOMO, kiedy nie było powiadomień. Najbardziej toksyczna jest sytuacja, w której telefon non stop informuje nas, że powinniśmy coś przeczytać i zareagować. Tam w nagrodę czekają na nas lajki, więc czekamy na dźwięki powiadomień…

Lajki to również inna pułapka – samoocena „ulokowana” na zewnątrz.

O tak. Już teraz nastolatki zgłaszają w badaniach, jak fatalnie czują się, gdy ich zdjęcie czy wypowiedź nie zyskują takiego poklasku i sławy, jak się spodziewali. Tu w pełni działa mechanizm wyścigu po uznanie dla lepszego samopoczucia. Ponadto około 15-20 proc. badanych uczniów przejawia wyraźne symptomy samotności życiowej. Doświadczają poczucia pustki, często czują się osobami odrzuconymi. Przyznają, że nie ma wokół nich wystarczającej liczby bliskich. To wszystko jest łańcuchem przyczynowo-skutkowym: kiepskie relacje rodzinne – szukanie pocieszenia w sieci – syndrom FOMO – fonoholizm.

Potem jest poczucie wykluczenia, myśli samobójcze. Wskaźnik depresji wśród dzieci i nastolatków wciąż rośnie. To wszystko już się dzieje i nawet, jeśli nie za każde z tych zjawisk w pełni odpowiada nadużywanie nowych technologii, to nam – dorosłym, wiedząc jak działają media, nie wolno tego ignorować.

Nierzadko eksperci wymieniają wyścig po lajki jako cechę mediów społecznościowych, głównie Instagrama, która jest przyczyną powstawania zaburzeń odżywiania. Szczególnie wrażliwe są na to dziewczęta.

Rzeczywiście, dziewczyny osiągają w badaniach wpływu mediów społecznościowych na psychikę dwukrotnie wyższe wyniki niż chłopcy. Z drugiej strony, chłopaki dużo więcej grają. Statystyki się wyrównują, ale wniosek jest jeden: nowe technologie uderzają w różne „słabe punkty”. Nie można założyć, że dziecko, które nie ma konta na Instagramie jest bezpieczne. Podobnie jak nie można założyć, że dziecku odciętemu od mediów społecznościowych, za to wkręconemu w świat gier, nic nie grozi. Moi studenci mówią, że telefon już tak bardzo ich nie przyciąga, ale Netflix to jest dramat. „Siadam w piątek, we wtorek wstaję” – słyszę od nich.

Kiedy rodzic daje dziecku telefon z internetem, to daje mu do ręki świat. Cały. Daje mu to, co w nim dobre i to, co w nim najgorsze. Daje mu możliwość porównywania się z innymi, prezentowania swoich poglądów, pokazywania całego siebie. Wpuszczamy w ten świat dzieci, których nie będziemy w stanie wyratować, jeśli nie mamy z nimi dobrego kontaktu, jeśli nie przygotowaliśmy na ten świat ich i siebie. To ogromne, o ile nie największe, rodzicielskie wyzwanie naszych czasów. Niestety wciąż przez rodziców niedoceniane.

Dziękuję za rozmowę.

Przeczytaj też I cz. wywiadu z dr. Maciejem Dębskim.

Dr Maciej Dębski – socjolog problemów społecznych, wykładowca akademicki na Uniwersytecie Gdańskim, edukator społeczny, ekspert w realizacji badań naukowych, ekspert Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznika Praw Obywatelskich, Fundator i Prezes Fundacji DBAM O MÓJ Z@SIĘG.

Zostaw komentarz