Prawdziwe historie

„To problem, z którym dopiero przyjdzie nam się mierzyć”. Historia dziecięcego uzależnienia od sieci

uzależnienie od Internetu dzieci

– Myślę, że takich dzieci, jak mój siostrzeniec, jest wiele. Co więcej, moim zdaniem będzie ich coraz więcej, tyle, że problem może być zamiatany pod dywan. Ze wstydu. Tak, jak zrobiła to moja siostra. – Kaja podzieliła się historią swojej siostry, Mai, mamy 10-letniego Maksa, który przejawia objawy uzależnienia od sieci.

– Gdyby ktoś mi kilka lat temu powiedział, że mój siostrzeniec będzie miał problem z uzależnieniem, to stuknęłabym się w czoło. On? Niemożliwe. Dzieciak spędzający całe dnie na dziedzińcu zamkniętego osiedla. Bezpieczny, a jednocześnie mający taką wolność i swobodę, jaką my z siostrą miałyśmy za dzieciaka. Wtedy były trzepaki i gra w palanta pod blokiem. Teraz – choć większość dzieciaków rzeczywiście siedzi przy monitorach – Maks doświadczał „podwórka”. Grali z chłopakami w piłkę, budowali jakieś fortece, mieli swój chłopięcy świat. Choć sama jestem mamą dwóch dziewczynek, potrafiłam wejść w jego świat, otwierał go zresztą przede mną, zapraszał do niego. Teraz ten świat jest inny.

Zmiany w trybie przyspieszonym

Kaja i Maja są ze sobą bardzo blisko związane. Dzieli je zaledwie dwuletnia różnica wieku i mieszkają dość blisko siebie, w jednym z największych Polskich miast. Są również związane ze swoimi dzieciakami, a dzieci ze sobą.

Kaja podkreśla, że ma poczucie, jakby całe życie szły ramię w ramię. Choć każda z nich wiedzie dorosłe życie według własnych zasad, są najlepszymi przyjaciółkami.

Kaja, domatorka, fanka DIY (z ang. do it yourself – „zrób to sam”) i Maja – wiecznie w plenerze, najlepiej off-roadowo.

– Nie chcę i nigdy nie będę oceniać mojej siostry. A tym bardziej zarzucać jej, że popełniła jakiś błąd. Ale nie przestanę się zastanawiać, co sprawiło, że nie zauważyła i nie zainterweniowała na czas. Zastanawiam się, czy fakt, że żyję z trzeźwym alkoholikiem i po terapii jestem świadoma pewnych mechanizmów, czy może to, że pracuję w mediach wyczuliło mnie na zachowanie Maksa.

Zaczęło się, jak podkreśla Kaja, dość niewinnie. Od pytań o jej pracę zawodową. Jako człowiek związany z mediami, ma dość spore pojęcie o tym, co mieści się w trendach.

– Maks to bystry dzieciak. Zawsze zadawał dużo pytań, analizował, słuchał. Był ciekaw mojej pracy, dopytywał, jak coś działa, kto jest kim i co aktualnie robię. Zaniepokoiło mnie, gdy okazało się jakiś czas temu, że to ja zadaję pytania. On wie lepiej, co i jak działa, rozumie algorytmy mediów społecznościowych i potrafi owinąć sobie moją zupełnie niewtajemniczoną siostrę wokół palca.

Maja uważnie słuchała siostry, ale przepuszczała jej uwagi przez palce. Choć rozmawiały wielokrotnie i Kaja dzieliła się swoimi wątpliwościami, Maja podkreślała, że siostra żyje w specyficznym świecie, że powinna czasem przewietrzyć głowę od Internetu i że niemożliwe, żeby Maks – dobry uczeń, wcale niespędzający czasu non stop z monitorem, miał problem.

Ale nauka zdalna dość szybko pokazała Mai, że nie jest tak różowo, jak się jej wydaje. Choć Maks wciąż chętnie spędzał czas poza domem, stał się wyciszony, zamykał się w sobie, mniej się uśmiechał. Nie był skupiony, wiecznie zmęczony i senny. Zmiana była też widoczna w ocenach i podejściu chłopca do nauki. Kiedy pojawiły się zachowania agresywne, Maja nie miała wątpliwości, że jej siostra miała rację.

Wyparcie i wstyd

– W pewnym momencie wiedziałam, że sprawa jest poważna. Nie było moją rolą zajmowanie się Maksem, ale mojej siostrze powtarzałam jak mantrę. I mierzyłam się z różnymi emocjami. Ignorancja, niedowierzanie, wyparcie, śmiech i wreszcie panika i wołanie o pomoc. Wiem, jak bardzo trudno było jej przyjść do mnie i powiedzieć o swojej bezsilności. Znam te emocje, choć w innej konfiguracji. Ale czy tak naprawdę bycie obok osoby uzależnionej i uświadomienie sobie jej problemu nie stawia nas na równi? Nie twierdzę, że moja sytuacja sprzed dekady i decyzja o pozostaniu u boku męża uzależnionego od alkoholu a świadomość uzależnienia własnego dziecka od sieci jest tożsama, ale jednak nas postawiła w obliczu tych samych emocji i – choć trudno o tym mówić – zbliżyło nas to, że obie wiemy, jak smakuje wstyd.

Kiedy emocje Mai opadły, podjęła działanie, które było jak odbezpieczenie granatu. Maks najpierw zamknął się w sobie i milczał, później stawał się coraz bardziej agresywny. Maja, przy wsparciu męża i psychologów z fundacji zajmującej się uzależnieniami dzieci od sieci, pracowała nie tylko nad dotarciem do syna, ale również nad swoimi emocjami.

– Starałam się być przy siostrze stale. Chciałam, żeby wiedziała, że może na mnie liczyć jeszcze bardziej, niż do tej pory. Dla mnie to też była na swój sposób nowa sytuacja, ale czułam, że gdy będę obok, jej będzie łatwiej. Zrozumieć, zaakceptować, pomóc sobie i dziecku. I że wyjdzie z tego cało, tak jak ja wyszłam.

Na dobrej drodze

Choć Maks nie spędzał ogromnej ilości czasu przed ekranem, wchodził do świata Internetu intensywnie. Zawierał nowe znajomości, kreował swój wizerunek.

Maks jest pod opieką psychologa, który zaobserwował u niego niezwykłą wrażliwość i niskie poczucie własnej wartości. Aktywność na portalach społecznościowych dostarczała mu pozytywnych wzmocnień, a fakt, że Maks lepiej odnajdywał się w grupie rówieśniczej w sieci, niż w tej szkolnej, był jednym z czynników pchających go w stronę uzależnienia.

– Moja siostra nie mogła pozbyć się poczucia winy i obciążania się ucieczką Maksa w sieć. Zarzucała sobie bycie nieuważną i niedostatecznie dobrą mamą. Miała pretensje do siebie, że nie słuchała mnie, że nie zauważyła niczego sama, nie dawała Maksowi tego, czego potrzebował.

Maja uczęszcza na terapię i podkreśla, że bez siostry nie dałaby rady dźwignąć tego ciężaru. Oboje z mężem wzajemnie się wspierają i bardzo zaangażowali się w pomoc Maksowi. Wspólnie spędzają czas, organizują go jednak skupiając się na potrzebach syna. Dużo rozmawiają i mądrze stawiają granice.

– Patrzę z dumą na to, jak moja siostra jest silna i mądra. Wiem, że cokolwiek by się na świecie nie działo, mamy siebie. Jestem spokojna o Maksa, jest zaopiekowany i dostał od życia niezwykle cenną lekcję dojrzałości. Natomiast obawiam się, że większość dzieciaków nie będzie miała tyle szczęścia, co on i to będzie lekcja, którą dostaniemy jako społeczeństwo. Jak sobie z nią poradzimy – czas pokaże.

Fot. bady abbas, Unsplash.com

Leave a Response