Zaburzenia odżywianiaZdaniem ekspertów

Ciało w centrum. Jaki stosunek do swojego wyglądu mają osoby z zaburzeniami odżywiania?

Czy anorektyczki naprawdę widzą siebie w lustrze grubszymi, niż są? Czy jeśli przesadzamy z odchudzaniem, grożą nam zaburzenia odżywiania? Czy każdy, kto skupia się na swoim wyglądzie, może stać się anorektykiem lub bulimikiem? Na pytania o wizerunek ciała w zaburzeniach odżywiania odpowiada Katarzyna Kucewicz, psycholog i psychoterapeutka.

Redakcja: Czy każda osoba cierpiąca na zaburzenia odżywiania ma zmieniony lub nieprawidłowy wizerunek własnego ciała?
Katarzyna Kucewicz: I tak i nie. Przede wszystkim osoby z zaburzeniami odżywiania mają zmieniony stosunek do swojego ciała. To znaczy, że albo poświęcają za dużo uwagi swojemu ciału, albo za mało. Osoby zdrowe widzą swoje ciało takim, jakie jest, potrafią się skonfrontować ze swoim wyglądem i mają świadomość swoich mocnych i słabych stron. Natomiast osoby z zaburzeniami odżywiania cechują zachowania graniczne, czyli albo nie są kompletnie zainteresowane swoim ciałem, wręcz unikają tej konfrontacji, albo odwrotnie: hiperbolizują cechy swego wyglądu, są na nim przesadnie skupione. Dlatego, siłą rzeczy, osoby z zaburzeniami odżywiania, z czasem mogą wykazywać objawy obsesji na punkcie tego, jak wyglądają. Wszystko to nie oznacza jednak, że zmieniony wizerunek ciała jest stałym punktem zaburzeń odżywiania. Pewnikiem jest zmieniony, niezdrowy stosunek do swego wyglądu i zdrowia.

Nawet jeśli zaburzenie, które nam dokucza, to otyłość? Osoby otyłe uchodzą za takie, które nie przejmują się swoim ciałem.
K.K.: To tylko pozory. U osób z otyłością często zaburzony wizerunek własnego ciała objawia się poprzez przypisywanie swojemu wyglądowi znaczeń zupełnie nieadekwatnych. Np. część z nich uważa, że przez otyłość nie udaje im się awansować, nie udaje im się zbudować dobrych relacji i tak dalej. To powoduje, że osoby z otyłością mogą nabierać niechęci do swojego wyglądu, co – paradoksalnie -sprawia, że zamiast zadbać o swoje zdrowie, zaniedbują je jeszcze bardziej.

Czy zatem wygląd jest kluczowym elementem zaburzeń odżywiania? W przypadku anoreksji raczej nikt nie ma wątpliwości – to choroba, która bezpośrednio kojarzy się z dążeniem do jak najniższej wagi. Jednak zaburzeń odżywiania jest masa.
K.K.: Rzeczywiście, choć postrzeganie własnego ciała zawsze w zaburzeniach odżywiania jest zmienione, to jednak ich istotą jest zupełnie coś innego. W przypadku anoreksji czy bulimii wydaje się, że wszystko „rozbija się” o wygląd, ciało, piękno. Jednak są to zaburzenia o podłożu emocjonalnym. Nawet w przypadku tak „jednoznacznych” chorób, jak anoreksja, kluczem są przeżywane wewnętrznie trudne uczucia. Kłopoty emocjonalne osób z zaburzeniami odżywiania  usytuowane na głębszym poziomie, niż chęć schudnięcia i kontrolowania swojego ciała.

Jakie to emocje?
K.K.: Głębokie niedowartościowanie, poczucie wstydu, poczucie, że nie zasłużyliśmy na nic dobrego. Odczuwanie pustki, depresyjności, nie dość rozwinięty system wewnętrznego wspierania siebie wynikający z deprywacji emocjonalnej, czyli niewielkiego wsparcia emocjonalnego ze strony rodziców. Wszystkie osoby, które cierpią z powodu zaburzeń odżywiania to osoby, które mają zaburzenia emocjonalne. Jedzeniem lub głodzeniem się próbują zapełnić pewną pustkę, która powstała na skutek deficytów emocjonalnych.

Skąd się biorą te deficyty?
K.K.: Głównie z relacji z rodzicami. Dlatego tak ważna jest miłość i uwaga rodziców oraz akceptacja dziecka takiego, jakim ono jest. Rodzie powinni być na to otwarci. Często mówi się o tym, że rodzice osób z zaburzeniami odżywiania są emocjonalnie niedostępni, m.in. dlatego, że sami są depresyjni czy zapracowani. To powoduje wspomnianą pustkę, którą osoby z zaburzeniami odżywiania próbują wypełnić jedzeniem lub kontrolą nad ciałem, tak jak w przypadku anoreksji. Takie działania oczywiście nie przynoszą pożądanych efektów, więc tego jedzenia lub kontroli musi być coraz więcej.

A jeśli od wyglądu zaczyna się problem – najpierw skupiamy się na tym, jak wyglądamy, np. zaczynamy się odchudzać, to czy nawet wtedy wygląd nie jest kluczowy i wciąż chodzi o emocje?
K.K.: Nie da się ukryć, że wygląd zewnętrzny ma ogromne znaczenie i – czy tego chcemy, czy nie – to, jak czujemy się we własnym ciele, wpływa na naszą samoocenę. Jednak wygląd to jeden z wielu elementów samooceny – aby się zdekompensować, obok niechęci do ciała, musi nie grać coś jeszcze, musi pojawić się problem większego kalibru, z emocjami.

Jaki wizerunek swojego ciała mają anorektyczki? Czy rzeczywiście jest tak, jak pokazują popularne kampanie – że dziewczyna widzi w lustrze grubszą siebie, niż jest w rzeczywistości?
K.K.: Tak, często zdarza się, że osoby z anoreksją nie widzą nawet swej najbardziej skrajnej szczupłości. A nawet jeśli widzi, to ma w sobie tak ogromny lęk przed utraceniem tego stanu, że zaprzecza temu, co widzi… Trudno powiedzieć czy jest to zniekształcenie poznawcze, czy głębokie wyparcie. Jednak w anoreksji rzeczywiście jest tak, że do chorego nie dociera, co dzieje się z jego ciałem.

A bulimiczki?
K.K.: Bulimiczki potrafią ignorować sygnały płynące z ciała, że ich zdrowie jest w kiepskiej kondycji. Zły stan skóry, popsute zęby, wypadające włosy nie są dla nich priorytetem, ani nawet powodem, by o siebie zadbać. Nawet napuchnięta twarz od ciągłego wymiotowania nie robi na nich wrażenia. Najbardziej liczy się uczucie ulgi. To dowód, że zaburzenia odżywiania mają podobny mechanizm jak uzależnienia – nałogowo wykonujemy jakąś czynność ze świadomością jej szkodliwości.

Jaką jeszcze formę może mieć zmienione postrzeganie swojego ciała?
K.K.: Modelki „plus size” zyskały społeczne uznanie, zresztą uważam, że słusznie. To pozytywny trend. Jednak często osoby z otyłością czy nadwagą używają go jako zasłony. Nie lubią swojego ciała, nie potrafią go zaakceptować i tę niechęć przekuwają w przesadne skupienie na swoim ciele, w psychologii mówimy, że jest to nadkompensacja. Polega ona na tym, że człowiek chce udowodnić za wszelką cenę, że siebie akceptują, a niestety czasem bywa odwrotnie. Czasem osoby, które nazywają siebie „plus size” wręcz dążą to powiększenia swych rozmiarów, jakby na przekór oczekiwaniom społeczeństwa. Bo – jak wiadomo – kanon piękna to wciąż osoba szczupła. To też kwalifikuje się pod zaburzenie, bo jednak otyłość niszczy zdrowie. To odwrotność anoreksji – potrzeba bycia jeszcze większym – a w gruncie rzeczy to samo zaburzenie – wielka, dojmująca niechęć do siebie i swojego ciała.

Czy zmieniony wizerunek własnego ciała może być symptomem zaburzeń odżywiania? Czy jeśli zdiagnozujemy u siebie, że postrzegamy swoje ciało inaczej, niż inni je oceniają, to może być to dla nas sygnał ostrzegawczy?
K.K.: W większości przypadków nie. Plagą wśród kobiet jest to, że czują się grube czy niedostatecznie ładne, zadbane, smukłe i tak dalej, będąc zwyczajnymi kobietami w normalnym rozmiarze. Gros dziewczyn ocenia siebie krytycznie, a z kolei ci, którzy na nie patrzą, mówią: jaka piękna kobieta! Wniosek z tego jest dość oczywisty: wymagamy od siebie za dużo i winne są temu m.in. media, social media oraz wyśrubowany kanon piękna, który promują.

Jednocześnie nie oznacza to, że grozi nam nałogowe odchudzanie się, czy jakiekolwiek inne zaburzenie odżywiania. To, jak czujemy się we własnym ciele, zależy od masy czynników, także od dojrzałości czy od tego, czy o siebie dbamy. Nie traktowałabym tego typu sygnałów jako zagrożenia. Jednak warto mieć się na baczności, zwłaszcza jeśli cierpimy z powodu swojego wyglądu i zaczynamy coś z nim robić. Celem każdego zdrowego człowieka powinna być równowaga i dobre samopoczucie. Niech to będzie nasz priorytet, również, gdy krytycznie patrzymy w lustro.

Katarzyna Kucewicz – psycholog, psychoterapeutka, właścicielka Ośrodka Psychoterapii i Coachingu Inner Garden. Autorka licznych artykułów oraz publikacji.

1 Comment

  1. W tym artykule padły bardzo, bardzo mądre słowa, m.in. te ” Kłopoty emocjonalne osób z zaburzeniami odżywiania usytuowane na głębszym poziomie, niż chęć schudnięcia i kontrolowania swojego ciała.”. Boli mnie gdy tak łatwo oceniamy drugą osobę i tak, podchodze do tego emocjonalnie, bo moja chrześniaczka właśnie przeżywa prawdopodobnie najgorszy etap w swoim życiu – walczy z anoreksją. Nie wiem też, czy słowo walka to dobre określenie, ale na szczęscie udało nam się jej pomóć na tyle, że otworzyła oczy, że to nie tędy droga. Jednak jej ciało i nadal umysł wymagają wsparcia, po długich konsultacjach z lekarzami, z rodziną, rodzice, ale i ona po części też zdecydowali się na pomoc specjalistów w Uzdrowisku Konstancin, mają tam dedykowany oddział dla osób z takimi zaburzeniami dla dzieci i młodziezy, jak ona. Dlatego twierdzę,że trzeba o tym mówić, wspierać osoby w potrzebie i osoby które tym pacjentom pomagają. Naprawdę potrafią zdziałać cuda! I błagam, nie oceniajmy pochopnie, nic nie jest takie proste jak się wydaje.

Zostaw komentarz